Katastrofa Exxon Valdez

Katastrofa Exxon Valdez. Była największą katastrofą ekologiczną naszych czasów. Stało się to na Alasce w jednym z ostatnich na Świecie sanktuariów przyrody. Wylana ropa niszczyć zaczęła stada łososi, wydr morskich, fok i ptaków.

Alaska, tak zasobna w skarby przyrody, ma jeszcze jeden – ropę naftową. Ta z szybów na Północy transportowana jest rurociągiem do Zatoki Księcia Wliama i tam ładowana na statki, które wiozą ją do rafinerii na południu Stanów. 

Jednym z takich statków był Exxon Valdez bandery USA będący własnościa największego koncernu naftowego na Świecie Exxon (w Europie znanego pod nazwą Esso).  24 Marca 1989 roku tankowiec Exxon Valdez załadował 52 miliony galonów ropy w terminalu Valdez i udał się w drogę powrotną na południe. Była to jego 24 podróż i kapitam Joseph Hazelwood nie miał powodu spodziewać się niczego złego. Był pewny siebie do tego stopnia, że opuszczając terminal pozwolił sobie na „strzemiennego” z odprawiającym go agentem.

Trasa sama w sobie była prosta, szeroka i doskonale oznakowana. Był tylko jeden mały problem, raporty US Coast Guard informowały o spływie dużej ilości kry i małych gór lodowych co o tej porze roku było powszechnym zjawiskiem, którym kapitan Hazelwood niezbyt się przejął, przekazując komendę nad jednostką III-ciemu oficerowi. Uzgodnili jedynie plan podróży, który zakładał zejście z oznaczonej na mapie bezpiecznej trasy w celu uniknięcia tzw. growlersów i małych gór lodowych. Zejście z trasy było w gruncie rzeczy posunięciem dość często stosowanym pod warunkiem że należało tam za wszelką cenę wrócić w momencie mijania doskonale zresztą oznakowanej Busby Island, gdzie na nieostrożnych śmiałków czekała podwodna skała zwana Bligh Reef. W nią właśnie uderzył Exxon Valdez. III oficer zeznawał potem że wydał odpowiednie polecenia sternikowi aby skałę ominąć.

Inspektorzy National Transportation Safety Board (Narodowej Komisji Bezpieczeństwa Transportu) zajmujący się analizą wypadków morskich stwierdzili że III-ci oficer wydał komendę zwrotu zbyt póżno, co spowodowane mogło być zmęczeniem i przepracowaniem podczas załadunku statku. Zarzucano kapitanowi że nie znajdował się na mostku w czasie zwrotu i że był w stanie „wskazującym na spożycie alkoholu”. Armatorowi – firmie Exxon zarzucano że na statku nie było wystarczającej ilości załogi. Redukowanie załóg jest zjawiskiem tak powszechnym w światowym shippingu że nikt praktycznie na to już nie zwraca uwagi. Robi się to oczywiście z powodów oszczędnościowych, tyle że Exxon oszczędzać nie musiał. Firma ta potrafiła wypłacić swemu CEO (Chief Executive Officer – coś w rodzaju Dyrektora Naczelnego) roczną premię gratyfikacyjną w wysokości ponad 100 milionów dolarów a za tylko połowę tej sumy można by zatrudnić dodatkowych oficerów na wszystkich tankowcach pływających pod banderą USA przez następne 100 lat.

Za drugą połowę można by wyekwipować naziemne stacje kontroli ruchu statków w najnowszej generacji urządzenia radarowe pozwalające na kontrolę ruchu na całej trasie wzdłuż wybrzeży Alaski. Na brak takiego wyposażenia i kwalifikowanych operatorów wskazywał raport NTSB. Nie było ich, oczywiście z powodów oszczędnościowych. Zbierano na premię dla CEO.

Zgodnie z oficjalnym raportem Exxon Valdez miał w tankach 53,094,510 galonów ropy (200 tys. 986 m.szściennych) z czego do morza wylało się 10.8 miliona galonów (40 tys. 883 m.sześciennych). Rozlewisko zanieczyściło 1,900 km. wybrzeża.

Następstwem katastrofy był, oczywiście szereg spraw sądowych:

  1. W 1994 roku zasądzono 278 milionów dolarów jako pokrycie szkód i 5 miliardów jako kara za zanieczyszczenie środowiska.
  2. Exxon założył apelację i sąd po rozprawie w 2002 roku zredukował kartę do 4 miliardów.
  3. Następny sąd apelacyjny podniósł sumę do 4.5 miliarda.
  4. Po następnej apelacji wyrokiem sądu wydanym 22 Grudnia 2006 roku kara została obniżona do 2.5 miliarda. Exxon argumentował że suma kary jest i tak zdecydowanie za wysoka, ich zdaniem nie powinna przekraczać 25 milionów, co więcej firma wydała około 2 miliardów na usunięcie wylanej ropy i akcję oczyszczania, ponadto dodatkowy miliard jako opłaty i odszkodowania wielu innych roszczeń związanych z katastrofą. Sąd tym razem nie spojrzał łaskawym okiem na lamenty Exxonu obarczając go odpowiedzialnością za powierzenie dowództwa tankowca kapitanowi, którego zamiłowanie do mocnych trunków było powszechnie znane. Podobno żartowano w biurach armatora że „kapitan Hazewood ma Jacka Danielsa (to marka znanego i dobrej jakości burbonu, made in USA) za oficera”.

Należy tu zaznaczyć że Exxon od czasu katastrofy dzieki sprytnej polityce finansowej odzyskał znaczną część wydanych pieniędzy dzieki premiom ubezpieczeniowym i opustom podatkowym, jak również za pomocą podniesienia ceny za produkty. Jak uprzednio powiedziano rozprawy odwoławcze trwały aż do końca roku 2006, Exxon natomiast już w 1994 zdeponował w bankach sumę 5.4 miliarda od której to sumy przez ten cały czas wypłacane są mu procenty, które prawdopodobnie przekroczyły już jej wartość. 

Do tego tricku chciałbym powrócić ponownie. Uwaga! W 1994 roku Exxon deponuje w banku 5.4 miliarda bo spodziewa się że taką sumę będzie musiał wypłacić jako karę za katastrofę tankowca Exxon Valdez. Nikomu jednak tych pieniędzy nie wypłaca, i jak długo trwają rozprawy odwoławcze, (czyli od 1994 do 2006) pobiera od tej kwoty procent. W tym samym czasie domaga się odszkodowania od firm ubezpieczeniowych i takowe dostaje. Wnioskuje również o zgodę na odpisy podatkowe ze względu na straty finansowe jakie poniósł skutkiem katastrofy. I takie dostaje. Czyli krótko mówiąc znaczna część kwoty zapłaconej za „Largest Disaster of the Century” jest wyjęta z kieszeni amerykańskiego podatnika. Ktokolwiek jest autorem tego posuniecia być może zasłużył na 100 milionów „trzynastki”.

W konsekwencji katastrofy Exxon Valdez Kongres USA opracował „the Oil Pollution Act of 1990” w który między innymi było napisane że tylko tankowce o podwójnym dnie mogą operować na wodach USA. Nikt, jednakże nie wpadł na pomysł skąd takie wziąć. Ktokolwiek posiada tankowce nie kwapi się budować nowe i to takie na które można załadować mniej ładunku. Sam na takich pływałem. Woziłem również ropę do USA na tankowcu z pojedynczym dnem w roku 1998 i wiem że takowe statki zawijają do amerykańskich terminali do dnia dzisiejszego. Bo tu jak wszędzie liczą się pieniądze.

I znowu odzywa sie “stara piosenka” którą produkujemy na zakończenie każdego artykułu z serji „Okrutne Morze”.

At an Athens party for the movers and shakers in world shipping the drinks flow freely. Life is good……….

Wszystko wskazuje na to że takie party odbywają się nie tylko w Atenach, w amerykańskiej siedzibie Exxonu też.

Globtrotter 

Colas Bregnon – Nuda Veritas

Supertankowiec Exxon Valdez zaholowany został na stocznię w San Diego (Kalifornia), którą opuścił w Czerwcu 1990 roku jako M/V Seariver Mediterranean.

Remont kosztawał 30 milionów USD.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *