Tym którzy nie powrócili z morza

W mieście takim jak Świnoujście, tablica pamiątkowa poświęcona ludziom, którzy pracując na morzu utracili życie nie dziwi. Dziwić tylko może fakt, że tak późno, bo dopiero w 1993 r. ona powstała. Do okoliczności jej powstania jeszcze powrócę, ale zatrzymać się chcę przy mieszkańcach, których pochłonęło morze. Było ich naprawdę wielu. Już nawet z czasów opisanych przez kronikarzy, czy oficjalne dokumenty, wyłania się tragiczna prawda o żeglarzach i rybakach z tamtych lat.

Świnoujski historyk i kronikarz Robert Burkhardt pisząc o początkach naszego portu w XVIII wieku, wspominał o dużej liczbie śmiertelnych wypadków morskich, które były udziałem ówczesnych „oraczy morza” rybaków i marynarze. Ich liczba szła w dziesiątki. Nic dziwnego, jako że stateczki i łodzie, na których oni wówczas pływali, były znacznie mniej bezpieczne niż dzisiejsze. Z trudem wytrzymywały uderzenie fal i wejścia w sztormie na liczne w tym rejonie mielizny. Sytuację pogarszał absolutny brak służb meteorologicznych, ostrzegających przed nadejściem sztormów i brak wykwalifikowanych i stale gotowych do akcji ratowników. To przyszło z czasem, w 1803 roku, kiedy to zorganizowana została w Świnoujściu stała służba ratownictwa brzegowego, której przekazano do dyspozycji specjalnie zbudowaną w Anglii łódź ratowniczą. Systematycznie polepszano też warunki żeglugi na podejściu do Świnoujścia i na torze do Szczecina. Mimo to, każdego niemal roku morze zabierało kolejne ofiary. Tragicznie w kronikach zapisał się rok 1814 kiedy to na podejściu do Świnoujścia w ciągu kilku jesiennych dni rozbitych zostało 10 statków. Na brzegu przez kilka dni znajdowano ciała rozbitków w tym wielu ze Świnoujścia. W czasie orkanu jaki szalał w 1872 r., kilkaset metrów od wejścia do portu, na oczach rodzin rozbił się statek, którego kilkunastoosobową załogę stanowili mieszkańcy miasta.

Gdy po 1945 r. otworzyła się polska karta w dziejach miasta, zapisywać też zaczęliśmy polską listę tych, którzy nie powrócili z morza. Byli wśród nich rybacy „Odry”, rybacy przybrzeżni, marynarze z garnizonu Marynarki Wojennej, wreszcie ci którzy „dla chleba”, pod różnymi banderami pływali na morzach świata. W ciągu pierwszego półwiecza lista ofiar morza osiągnęła liczbę 112 osób, w tym spora liczba rybaków świnoujskiej „Odry”.

W końcu lat 80-tych, z inicjatywy ówczesnego dyrektora PPDiUR „Odra” Juliusza Hebla, powstał projekt zbudowania w Świnoujściu pomnika „tym którzy nie powrócili z morza”. Utworzone zostało konto, na którym gromadzono środki na ten cel, a jednocześnie proponowano różnym artystom opracowanie odpowiedniego projektu. M.in. jeden z projektów zaproponował Władysław Hasior, bardzo wzięty wówczas artysta plastyk z Zakopanego. Jego projekt przewidywał ogromną bryłę szkła umieszczoną na kamiennym cokole, z wtopionym w nią wrakiem. Ze względu na przewidywany, wysoki koszt, projekt nie został przyjęty. Inny i chyba prostszy w realizacji był projekt nie żyjącego już szczecińskiego plastyka Henryka Boehlke. Jego propozycja zakładała zbudowanie strzelistej kolumny otoczonej stadem mew. Tyle że twórca nie rozpracował szczegółów technicznych i podobnie jak Hasior, absolutnie nie interesował się ewentualnymi kosztami.

Projekty się rodziły, a w międzyczasie pieniądze na koncie pochłonęła gigantyczna inflacja, jaka towarzyszyła naszej społeczno-politycznej transformacji. Na wzniesienie pomnika, nawet skromnego, już ich nie mogło wystarczyć. W 1992 r. gdy rozpoczęto porządkowanie placu za budynkiem Muzeum, zrodziła się idea postawienia tam tablicy upamiętniającej ludzi morza. Dla zrealizowania zamysłu, przekazane zostały na ten cel m.in. środki zebrane w „Odrze”, wówczas w związku z inflacją już więcej niż skromne. Wraz ze środkami Muzeum, również na ten cel przeznaczonymi, wystarczyło na postawienie prostej, estetycznej tablicy, projektu i wykonawstwa Zdzisława Sobierajskiego ze Szczecina.

Jej odsłonięcia, przy dźwiękach syren okrętowych wszystkich statków i okrętów stojących w porcie, oraz licznym udziale mieszkańców, dokonano w Dniach Morza 1993 r. a konkretnie 24 czerwca. Przyjęcie tablicy przez społeczeństwo miasta było bardzo życzliwe, szczególnie ze strony tych, którzy w morzu utracili bliskich. Słyszało się bowiem: „Wreszcie jest gdzie zapalić świeczkę i złożyć kwiaty”. Tak też było, że każdą „morską” rocznicę oraz w Święto Zmarłych”, pod tablicą i w jej otoczeniu składano dziesiątki wiązanek oraz palono znicze. W pewnym okresie, gdy jeszcze na Placu Słowiańskim stał pomnik, w starej formie i ideologicznej treści, działacze „Solidarności” nie chcąc uczestniczyć w odbywających się tam okolicznościowych uroczystościach, ze swymi sztandarami i delegacjami przychodzili właśnie tu, na Plac Rybaka, pod tablicę upamiętniającą ludzi morza. Tablica ta dała dobry przykład innym tego typu działaniom. Spacerując w okolicach siedziby spółki „Port-Hol”, można się natknąć na skromną tablicę posadowioną na kamieniu kotwicznym, głoszącą, że jest poświęcona „Tym którzy odeszli na wieczną wachtę”. Zważywszy na rodzaj firmy, przy której owa tablica się znajduje, nie ulega wątpliwości, że wykonali ją ludzie związani z pracą na morzu, być może członkowie załóg holowników. Jest to gest bardzo sympatyczny. Czyj to konkretnie projekt i kto go wykonał, nie udało się ustalić. I w tym wypadku za wszelkie informacje będę wdzięczny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *