Plywalem dla Kyriakou na Athenian P.

Jak wspomniano 1000 Polaków pływało dla armatora Athenian Tankers z Limassol, Cypr. Paru z nich wspomina…….

Zamustrowałem na Athenian P. Stał wtedy na suchym doku w Subic Shipyard na Filipinach około 100 km. od Manili. Dno było częściowo pomalowane a na pokładzie panował nieziemski bałagan co jest regułą na stoczniach, szczególnie w krajach III –ego świata. Załogę stanowili sami Polacy z wyjątkiem kapitana, Greka mającego tak gdzieś 50-tkę z okładem. Nie widziałem go zresztą zbyt często gdyż cały prawie czas siedział na górze w swej kabinie używając panienkę dostarczoną mu jako premię przez tzw. Shipchandlera, kobietę zresztą. Osoba ta dostarczała na burtę wszystko co się nadawało do jedzenia a panienka była swojego rodzaju motywacją aby kapitan bez specjalnych obiekcji podpisał rachunki.

Stocznia dokonywała jedynie zasadniczych remontów jak malowanie części podwodnej kadłuba, a resztę miała zrobić załoga w czynie społecznym czyli zanosiło się na niezłą harówę. Na remontach trzymał łapę przedstawiciel armatora, który specialnie po to przyleciał z Pireusu, i skrzętnie pilnował aby nikt z nas to znaczy Chief Mechanik i Chief Officer, czyli ja, nie mieli zbyt dużego wglądu w papiery.
Mimo to bazując na swym długoletnim stażu remontowym zauważyłem dwie rzeczy:
1. Dressery – to takie jakby tuleje zrobione z brązu które zakłada się na rury systemu ogrzewania ładunku, gdy te ciekną. A ciekną zawsze. Statek miał tego spory zapas, gdyż był faktycznie nowym nabytkiem a poprzedni armator, chociaż Grek, cieszył się niezłą reputacją w świecie tankistów, w zwiazku z tym jego statki były dobrze wyposażone. Zauważyłem natomiast że stoczniowcy filipińscy używają naszych dresserów, co mogłoby być nawet konieczne w wypadku braku ich na wyposażeniu stoczni, ale dlaczego wystawiali za nie rachunki armatorowi to było odrobinę trudne do zrozumienia.
2. Statek miał malowaną podwodną część kadłuba, powszechnie stosowana technologia wymaga położenia 5-ciu warstw farb, a na Athenian P. położono tylko cztery. Jeżeli rachunek został podpisany za pięć warstw to ktoś musiał na tym dobrze zarobić. Powoli zaczęło się we mnie rodzić przeświadczenie że ktoś tu kogoś nieżle kiwa.

W końcu wyszliśmy w morze. Załoga zaczęła swoje 12 – to godzinne szychty bardzo często przedłużane do 16 godzin, ze względu na kupę roboty i mało czasu, bo mieliśmy blisko do Singapore a potem 10 dni do Zatoki Perskiej po ładunek. Tam miała być tzw. Vetting Inspection, czyli inspekcja prowadzona na zlecenie właściciela ładunku w celu stwierdzenia czy statek odpowiada wymogom technicznym i przepisów bezpieczeństwa.

Miałem nowego III-ciego Oficera, osobnika w wieku około 35 lat sprawiającego wrażenie zamkniętego w sobie. Niby robił wszystko jak trzeba ale w pewnym momencie, na kilka godzin przed opuszczeniem stoczni przyszedł do mnie i zakomunikował że chce wracać do kraju. Był dopiero tydzień na statku i gdyby jechał do domu musiałby zapłacić za koszta przelotu. Nie był w stanie logicznie wytłomaczyć dlaczego chce jechać, zapytany czy ma pieniądze odpowiedział że nie, więc poradziłem mu żeby poczekał aż będziemy w Emiratach Arabskich wtedy może powiedzieć że jest chory i wrócić na koszt armatora. Miał jak powiedział żonę i dwoje małych dzieci na utrzymaniu.

Bardzo szybko przekląłem moją „dobrą” radę.
Na dzień przed Cejlonem zastałem go wiszącego w swojej łazience. Sam go odcinałem. Niestety wszelkie próby przywrócenia go do świata żyjących zawiodły.
Zdaliśmy biedaka na pilotówkę na redzie Colombo. Potem II-gi Oficer, który miał z nim nieco więcej kontaktu powiedział że zniknęły wszystkie jego lekarstwa.
Zapamiętał jedna nazwę. Sprawdziliśmy w książce leków. Było to lekarstwo na schizofrenię.

Do Zatoki Perskiej musieliśmy z „Drugim” wziąc dwie dwunastogodzinne wachty. Do dziś mi ten biedak „Trzeci” siedzi na wątrobie. Może mógłbym jakoś zapobiec tej tragedii, może powinienem wysłać go do kraju, jak się tego domagał, tyle że on uznał moje argumenty pozostania dwa tygodnie dlużej na statku za słuszne….

Nazywał się Krzysztof Grudziński….

Bedę jego nazwisko pamiętał do końca życia….

Napisał: Tankerman.

Ciąg dalszy nastąpi………(przyp. Redakcji)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *