Jak to się zaczeło

Jak to się zaczeło? Żeby zbudować statek potrzebne są blachy stalowe. Stal jak wiemy jest mieszanką węgla i żelaza, stosunek tych dwu składników determinuje twardość stali jej kruchośc i elastyczność. Blachy na poszycie kadłuba kwalifikowane są ze względu na jakość (chodzi o stosunek węgla do żelaza, jak za dużo węgla to stal jest twarda, nieelastyczna i łamliwa, jak za mało to jest miękka, gnie się i ulega odkształceniu). Jakość stali okrętowej liczy się według punktowej skali od 0 do 100. I tak Japończycy są w stanie wykonać stal na 80 punktów, Polacy 30 – 50. Z jakiś powodów w latach 70-tych wyprodukowanie dobrej stali okrętowej sprawiało pewne trudności, dozowanie węgla do surówki odbywało się niejako ‘na oko’. A co robiono gdy stal ‘nie wyszła’? Ano procedura jest taka, przedstawiciel huty, jechał do stoczni, która była odbiorcą stali, a w teczce miał dwie rzeczy; plik pieniędzy i próbkę blachy stalowej, najlepiej ‘made in Japan’. Blachy były użyte do budowy statku a skutkiem ich wadliwości była żywotność jednostki, normalnie ‘po zakonam’ wynosiła 15 lat, a z wadliwej stali też 15 lat. Statki z dobrej stali potrafiły pływać do lat 30-stu lat. Czasami jednak przesadzono i tak się stało przy budowie „Karkonoszy”. Tankowiec orginalnie był zamówiony przez innego armatora ale ten się ‘kapnął’ co to za statek i odmówił odebrania ze stoczni. Det Norske Veritas – norweskie stowarzyszenie klasyfikacyjne miało niezłą zagryzkę z dopuszczeniem takiej jednostki do żeglugi, ale dopóki statek nie wyruszył w morze to mógł sobie stać w stoczni ‘ad calendas grecas’. Szwedom marzył się jakiś frajer nabywca i niebawet taki się znalazł – Polska Żegluga Morska ze Szczecina. Pierwsze co zrobił nowy właściciel „Karkonoszy” to wysiudał z interesu DNV, a nadzór nad statkiem powierzył PRS-owi (Polski Rejestr Statków). Potem już w dziewiczej podróży statek pękał, co by mogło świadczyć o zbyt węglowej stali. Albo się giął i łamał, co by znaczyło że węgla jest za mało. Moi współpracownicy znaleźli kogoś kto pływał na „Karkonoszach” ale ów zapytany o dziewiczy rejs, splunał jedynie z obrzydzeniem i odmówił dalszych komentarzy. Zwróciłem się z zapytaniem do DNV ale odpowiedź była że statek przeszedł w inne ręce, a dokumentacja została po 20 latach zniszczona. To samo gdy zapytałem w PRS-sie. W ogóle nie chcieli ze mną gadać, ale jak ktoś się podaje że jest MNI to lepiej z nim uważać, taki lipy nie przyjmuje. Może narobić bigosu w skali międzynarodowej. PRS przyjął pod swe skrzydła „Karkonosze” wiedząc co jest grane, hm.. pewnie ktoś umotywował taką decyzję przy pomocy walizki z gotówką. PRS, zresztą za komuny będący jednym z najbardziej respektowanych Classification Society, za III RP, ześwinił się do tego stopnia że go wysiudali z International Organization of Classification Societies. Za co? Ano statek pod ich nadzorem rozleciał się na kawałki w niewielkim sztormie koło Bermudów. Podejrzewano że znowu zadziałała walizka ze szmalem. P.Ż.M. eksploatowało „Karkonosze” przez 8 lat, łatając na bieżąco pęknięcia i wygięcia, aż kilku VIPów zebrało się do kupy i zdecydowało ze trzeba pozbyć się tego statku, bo tryfny, a jakby nie daj Bóg utopił się pod polską banderą i z polską załogą, to byłaby krewa. Można by na ten przykład zarejestrować go pod banderą cypryjską, co nie powinno stanowić problemu bo oni zardzewiały nocnik mogliby zafejestrować jako Tytanika. Cieszą się też międzynarodową sławą jako „Bucket of rust of Mediterranean” co się tłumaczy jako składnica złomu morza Śródziemnego. Sprzedać tego ‘rzęcha’ nie da rady, ale można go na ten przykład, przekazać komuś kto będzie chciał. A że to majątek PRLu to my musimy coś na tym zarobić bo od tego jesteśmy, naród i partia zawierzyły nam żebyśmy pilnowali coby nic nie zginęło. A że dochód z Patron Marine zabieramy dla siebie, to dlatego że należną nam część majątku narodowego Polaków, chcemy mieć u siebie w domu.

Wybór padł na Greka Minosa Ksenofonta Kiriakau bo on ma morskie wykształcenie, a jego naród słynie że oszukują i kradną gdzie popadnie.

Tyle że on ma firmę Athenian Tankers i 23 statki, no to my zarejestrujemy te :Karkonosze” pod inną firmą n.p. Patron Marine, no bo jak się łajba wykopyrtnie, albo sfajczy to firma zbankrutuje jako że innego majątku nie posiada z wyjątkiem stołu, kilku krzeseł i maszyny do pisania w naszym biurze w Limassolu. Tylko uważajta żeby tego grata grubo ubezpieczyć, na jakie 2 miliony, bo jak się toto utopi, co jest pewne jak w banku, to nam ubezpieczenie za to zapłaci. A jak by tak zaholować łajbę do Chitagongu, czyli złomowej stoczni w Pakistanie, to byśmy dostali góra 400 tys. baksów. A co do marynarzy to już Ruskie mówili, „nas mnogo”, czyli jakby się sukinkoty potopili to dopust Boży, a i tak byśmy im „ucho od śledzia”, jako odszkodawania zapłacili, bo frajerzy podpisali to w kontrakcie. Zresztą, przypuszczam że wątpie, czy kontrakt dokładnie czytali, bo ich myśl o zarobionych dolcach zaślepiła. To byłoby na tyle. Tak to było, kości załogi Athenian Venture ogryzają krewetki a właściciele Patron Marine raczą się koktajlami z krewetek na bankietach w Pireusie. Czy to te same krewetki tego nie wiem. LIFE IS STILL GOOD.

Cheers Capt. Zbirgniew W. Gamski MM/MNI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *