Tragedia promu Jan Heweliusz

Tragedia promu Jan Heweliusz
Rozmawiał Marek Górlikowski

13 stycznia 1993 r. w swój ostatni rejs wypłynął ze Świnoujścia gdyński prom Jan Heweliusz. Portem docelowym był szwedzki Ystad. Zatonął na drugi dzień nad ranem u wybrzeży niemieckiej wyspy Rugia. W katastrofie zginęło 35 pasażerów i 20 marynarzy, w tym kapitan. Z 65 osób ocalało tylko 9 marynarzy.

Mija właśnie 15 lat od tej tragedii. Sprawa przetoczyła się przez wszystkie instancje Izby Morskiej, która początkowo uznała za winnych zatonięcia kapitana i załogę promu. Po wielu publikacjach dziennikarza Marka Błusia i odwołań wdów dopiero w 2005 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, przyznał odszkodowania 4,6 tys. euro za straty moralne każdemu z 11 krewnych i członków rodzin ofiar katastrofy promu. Według Trybunału, Izby Morskie w Szczecinie i Gdyni nie rozpatrzyły sprawy zatonięcia promu w sposób bezstronny. Zdaniem Trybunału, pogwałcona została jedna z zasad Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, m.in. dlatego, że ten sam sędzia prowadził postępowanie śledcze, a następnie orzekał jako przewodniczący składu. Marek Błuś, patrząc na kawałek 45-kilowego betonu wyciągnięty z wraku Jana Heweliusza twierdzi, że w sprawie wciąż jest zbyt wiele pytań i nieprzesłuchanych świadków.

Marek Górlikowski: Czy po 15 latach można tę sprawę uznać za wyjaśnioną?

Marek Błuś: – Tak właściwie nikt nic nie wie i nie rozumie z tej katastrofy. Są hektary dokumentów, akt, ale one mają tylko wartość historyczną, a nie prawną. Nie można powiedzieć, by sprawa była wyjaśniona.

Jakiś przykład?

– W 2001 roku był na zamówienie telewizji nakręcany serial o największych katastrofach polskich i w odcinku o Heweliuszu niemieccy lotnicy, którzy pilotowali śmigłowce lecące na ratunek tonącym, wypowiadają się, że największym dla nich szokiem było, że musieli wyciągać z morza zakrwawione korpusy, niekompletne ciała, bez rąk czy nóg, itd. Znajdowano też poszarpane kombinezony. W oficjalnym protokole dotyczącym sprawy wszyscy są cali, tyle że utopieni. Mają najwyżej siniaki. Nie ma słowa o poszarpanych niekompletnych zwłokach, o których mówią Niemcy. To jest nowy wątek, dla którego można wznowić śledztwo. Nawiasem mówiąc, kiedy serial powtórzono w telewizji drugi raz, nie było już w nim odcinka o promie. Ktoś tego pilnuje.

Po co ktoś miałby tego pilnować i ukryć, że znajdowano poszarpane ciała?

– Taka informacja wtedy w 1993 roku była dla władz niewygodna. Były plotki o wybuchu, o ataku terrorystycznym, ale to się nie potwierdziło. Poszarpane ciała mogły być następstwem tego, że zostały potraktowane przez śrubę okrętową, ale laik siedzący w Warszawie tego nie wiedział i tej informacji mógł się przestraszyć. Samo zachowanie ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Andrzeja Milczanowskiego jest takie, że na miejsce katastrofy jeździ z funkcjonariuszami WSW. Z mojej wiedzy wynika, że zanim sprawą zajęła się Izba Morska, grzebały przy niej służby specjalne. Te utajnienia poszarpanych ciał wskazują, że może bano się pytania o ładunek przewożony na promie. Dziś jest oczywistą rzeczą, że promy na Bałtyku przewoziły broń, ostatnio wygadał się jeden ze szwedzkich wojskowych, że na promie Estonia, który zatonął półtora roku później, też była broń. Tymczasem takich „zabawek” nie można było wozić na promach pasażerskich. Na Heweliuszu coś spaprano, coś się nie udało i stąd te tajemnice.

Broń? Pan wie, że to dość niewiarygodne, czy są na to jakieś dowody albo choćby poszlaki?

– Wszystkie trzy rumuńskie wagony, które przewoził Heweliusz, mają 8 ton nadwagi. Największym sprzedawcą broni dla różnych partyzantek legalnych i nielegalnych była Rumunia. Polska była na szlaku przemytu do Niemiec i Szwecji – to są fakty. Taki nielegalny ładunek najlepiej przemycać na promach. Przyczyna jest dość banalna: promy częściej pływają i łatwiej ukryć tożsamość towaru. Nie musisz towaru rozładowywać, czekać na statek, od razu wjeżdżasz na prom. Z Ystad maskowany ładunek mógł trafić np. do Goeteborga, a stamtąd do krajów Trzeciego Świata. Na Heweliuszu było to prawdopodobnie standardem. Powiem więcej, ja nawet wiem, dla kogo ta broń była, może kiedyś to wyjawię. Oczywiście to nie broń była przyczyną katastrofy, chodzi tylko o powód dziwnego zachowania ówczesnych władz, która sobie nadinterpretowała te znajdowane poszarpane zwłoki.

Czy z tej katastrofy wyciągnięto wnioski na przyszłość?

– Na siłę możemy znaleźć takie rzeczy, np. na terminalu promowym waga się pojawiła. Przecież kiedyś tych samochodów nawet nie ważono, jak je wprowadzano na prom, ale czy po tej katastrofie jest bezpieczniej w żegludze promowej? Mam wrażenie, że ona na to nie wpłynęła. Nawet tak banalnej rzeczy jak akcja ratunkowa nikt porządnie nie zbadał, nie wyciągnął elementarnych wniosków, które mogą być ostrzeżeniem dla innych. Dotarłem do protokołu z akcji ratowniczej, którą Niemcy zrobili dla swoich władz z klauzulą „ściśle tajne”. Tam piszą np., że latali bez ratownika, i z tego powodu byli nieskuteczni, bo to tak, jakby przyjechała karetka do pacjenta i kazano mu się samemu ratować. Negatywna samoocena ich udziału w akcji do Polski nigdy nie trafiła. Dostaliśmy dokument ocenzurowany, ale nawet w oficjalnym protokole przeczytamy, jak niemiecki śmigłowiec przewrócił tratwę z trzema osobami, które zginęły. Nikt jednak tej sprawy nie podjął.

Przecież w papierach procesu zniknął cały statek – Frank Michael. Głos oficera tej jednostki jest nagrany na taśmach z radiostacji Heweliusza. Izba przesłuchała je dopiero po tym, jak zrobiłem szum w prasie. Na tej taśmie jest głos oficera niemieckiego, który mówi „Mayday Relay” i podaje swoją pozycję bliską ówczesnej pozycji Heweliusza. To oznacza, że on widzi statek, który ma kłopoty. W tym rejonie był wtedy tylko jeden statek, w imieniu którego można było nadawać sygnał „Mayday Relay”. To jest na taśmie, ale tego oficera nigdy nie przesłuchano, a on mógłby dużo wnieść do śledztwa. W żadnych dokumentach oficjalnych ze sprawy w ogóle nie pojawia się Frank Michael. Nie dowiemy się, że tam był ten statek. Takie przykłady można mnożyć.

Czy dzisiaj łatwiej byłoby zbadać okoliczności katastrofy?

– Dziś komputer może nam pokazać symulację tej tragedii. Możemy mu zapakować ileś tam modeli katastrofy i dowiemy się, co się działo.

Może to naiwne, ale czy nie można go po prostu wyciągnąć i wtedy zbadać?

– Wrak leży na wodach niczyich, na dobrą sprawę może przyjść firma złomiarska i go pociąć, stąd najważniejsze pytanie, jakie trzeba zadać, a na jakie nie ma dotąd odpowiedzi – dlaczego ten wrak jest niewydobyty? Można to dziś tanio zrobić. No, ale jak masz tam materiał wybuchowy, to nie zrobisz tego metodą wybuchową, a jak podniesiesz w całości, to musisz go dokładnie zbadać. Masz nowe dowody – masz nową sprawę. To tym dziwniejsze, że wrak Heweliusza jest zaliczony do najbardziej niebezpiecznych wraków żeglugi. Na Bałtyku uważamy, że wrak nie zagraża żegludze, jeżeli jest 17 metrów od najniższego lustra wody, a prom leży 10 metrów od niego, siedmiu mu brakuje. Do tego znajduje się koło intensywnie uczęszczanego szlaku żeglugowego z Gdyni i Kaliningradu.

Ktoś może zapytać, po co jeszcze się w tym grzebać po 15 latach?

– Interpretacja prawa mówi, że wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowiekaw Strasburgu kasuje orzeczenia izb morskich, a ponieważ orzeczenie zostało skasowane, można uznać, że wypadek nie został zbadany i na państwie nadal ciąży wyjaśnienie go. Prawo do wiedzy, jak zginął członek rodziny, jest jednym z praw człowieka. Poza tym nie można powiedzieć, że doświadczenia z tego wypadku zostały wykorzystane.

Ofiary katastrofy

Załoga: Andrzej Ułasiewicz, Tomasz Brudnicki, Kazimierz Choszcz, Mieczysław Ostrzyniewski, Stanisław Pacek, Leszek Pyciński, Teresa Sienkiewicz, Marek Behrendt, Ryszard Cikota, Roger Janicki, Andrzej Korzeniowski, Tadeusz Łastowski, Józef Noga, Paweł Sobociński, Janusz Subicki, Bronisław Szychta, Włodzimierz Szpilman, Janusz Szydłowski, Zenon Wawrzak, Mirosław Kolberg.

Pasażerowie: Lars Borje Lenartsson, Per Martens, Henryk Owczarczyk, Erwin Pappenscheller, Ryszard Pałka, Władysław Półtorak, Jochan Reischer, Istvan Small, Witold Staszkiewicz, Zdzisław Sosnowski, Michaly Warga, Radka Milena Vasić, Małgorzata Gajowska, Dymitr Vasić, Ferenc Vegh, Peter Weissenbacher, Ingvar Andersson, Lajos Balzas, Vaclaw Condil, Josef Furulyas, Czesław Gorlewski, Ingvar Kjell Hakansson, Witold Krawczyk, Bo Karlsson, Agnieszka Goldman, Marek Kośny, Barbara Zaborska, Conny Irskog, Sylwia Eichert, Karol Eichert, Andrzej Kozłowski, Roy Halvorssen, Witold Greda, Zdenek Jurik, Peter Olsson.

Marek Błuś to publicysta i dziennikarz. Kapitan żeglugi wielkiej i wykładowca ratownictwa Akademii Morskiej w Gdyni. Zajmuje się badaniem przyczyn zatonięć polskich statków, m.in. jachtu SY Bieszczady, staranowanego na Morzu Północnymprzez tankowiec oraz promu MF Jan Heweliusz. W analizie katastrofy promu Jan Heweliuszopisał sprawy sądowe, które musiały przejść rodziny ofiar, a także zarzucił matactwa przedstawicielom Prokuratury Okręgowej w Gdańsku i Izby Morskiej w Gdyni; został za to skazany w 2001 r. na karę grzywny z zakazem pisania o sprawie.

Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *